![]() |
Szczerość się opłaca |
||
| Mężczyzna Wiek: 20 Powiat: Leszno Znak zodiaku: Ryby |
wyświetleń profilu: 2 498 wyświetleń zdjęć: 833 otrzymanych komentarzy: 3 wystawionych komentarzy: 10 |
odpowiedzi na pytania: 0 znajomych: 3 wpisów w blogu: 2 średnia ocen zdjęć: 9.19 |
Ten wpis był czytany 302 razy
Była jesień. Stał na przystanku paląc papierosa... Czekał na autobus który miał go zawieść do nieba.
Nie wiedział o tym. Na ulicy nikogo nie było, poczuł chłód. Zjawiła się piękna kobieta. Była idealna.
Piękna, śliczna twarz, długie zgrabne nogi. Biust wymarzony. Taka niunia, że głowa boli. Zapytała go o ognia.
Podał jej zapalniczkę w milczeniu...
- Kochasiu czekasz na autobus?- zapytała anielskim głosem.
- Taa, a dlaczego pytasz - odparł ze zdumieniem. Zdziwił się najzwyczajniej mówiąc z tego względu, że nigdy takie laski jak ona nie zwracała na niego uwagi.
Po wymianie paru zdań przycisnęła go do jednej z szyby. Zaczęła go obmacywać. On natomiast zaczął ściskać jej idealne cycki. Korzystał z chwili.
Cud, czy może głupi ma szczęście? Całowali się namiętnie. Facet myślał, że złapał Boga za nogi. Być może, kto wie.
Kiedy przestali, kobieta przedstawiła się:
-Mam na imię Jenny, a ty?
-Ja yyy no eee ja jestem Jerry - wyjąkał
Sięgnął do kieszeni po kolejnego papierosa.
-Spotkamy się niebawem - szepnęła mu do ucha.
Podniósł głowę do góry. Kobiety już nie było. Zrobił dziwną minę...
Nadjechał autobus. Fajka wyrzucił, wszedł do gruchota. W środku nikogo nie było. Drzwi zamknęły się z wielkiem hukiem. Kierownica sama skręcała, pedały same się wduszały. Usiadł na siedzeniu z takim wytrzeszczem oczy jakby siedział na kiblu i miał zatwardzenie. Pojazd wciąż przyspieszał. Jego serce biło coraz to mocniej i szybciej.
Jechał na spotkanie ze śmiercią. Autobus przyspieszał, a Jerry, Jerry zamknął oczy i próbował przypomnieć sobie twarz Jenny. Ich spotkanie zbyt krótko trwało by mógł ujrzeć ją w ciemnościach swojej wyobraźni. Otworzył oczy. Autobus w tym momencie z impetem uderzył w ścianę jakiegoś budynku. Rzuciło nim strasznie. Wylciał przez szybę, rozcinając twarz w drobny mak. Kiedy przeleciał jego głowa zderzyła się ze ścianą miażdżąc jego kręgi szyjne...
Nagle otworzył oczy. Przerażenie, strach. Próbował złapać się za twarz. Nie mógł. Do okoła było pełno luster. Widział swoje odbicie, lecz dotknąć... Światła pogasły. Jedno z luster przesunęło się odkrywając tunel z światłem na samym końcu. Kiedy przekroczył próg korytarza fanfary grały. Dookoła pojawili się wszyscy jego znajomi. Aplauz na stojąco. Klaskali i klaskali. W końcu doszedł do końca. Ujrzał kobietę którą spotkał na przystanku. Medrzec ściskał jej dłoń. Był jak zwierciadło. Prawie niewidzialny od raniącego oczy blasku. To tak jakby wszystkie gwiazdy. ich promienie spadały na niego, a on, on je odbijał... Minęła chwila. Jerremu ukazała się planeta podobna do tej którą zamieszkiwał. Mędrzec skinął głową i wielki na 40 stóp anioł stąpił z niebios. Wziął go za recę i wciągnął wysoko w przestworza. Zemdlał z wrażenia. Pojawił się w wielkiej sali. Na tronie zasiadał mędrzec ze zwojem w ręku. Podszedł do tronu. Chciał zadać milion pytań. Znał każde po koleji. Nie wiedział skąd ma taką pamięć. Został obdarzony czymś w rodzaju genialnego mózgu. Starzec wręczył mu zwój. Po chwili pojawiła się Jenny w nieco innej odsłonie. Nie wiadomo jak to możliwe, ale była jeszcze piękniejsza, a do tego miała jedno skrzydło.
- Zostałeś wybrany - rzekł mędrzec.
- Do czego? - odpowiedział drżącym głosem Jerry.
- Do... jakby Ci to wyjaśnić... zasiedlenia kolejnej planety. Wybrałem już dla Ciebie partnerkę. Poznałeś ją na tamtym świecie. - wytłumaczył.
Mężczyzna słuchał z wielką uwagą. Nie zadawał pytań, nie był w stanie zrozumieć.
- Kiedy nastąpi nasz transport? - zapytał.
- Wtedy kiedy planeta którą opuściłeś ulegnie unicestwieniu. - spokojnie odpowiedział.
- A co z tymi wszystkimi ludźmi się stanie mistrzu?
- Cóż pójdą do piekła. Ludzie wyrwali mi się spod kontroli.Nie mam na nich wpływu.
- A kto ma jak nie ty mistrzu?
- Ty.
- Dlaczego akurat ja, przecież jestem nikim - odpowiedział.
- Mylisz się. Masz dar, dar w który włożyłem całe swoje serce. Diabeł nie ustępuje. Śmierć puka każdego dnia do świata żywych. Zgarnia ich wielką łopatą. Skazuje na wieczne potępienie. Słuchaj biliony lat temu zawarłem pakt z diabłem. Mianowicie założyłem się, że stworzę człowieka który z wolną wolą nie zgrzeszy... Nigdy tego nie dokonałem. Adam i Ewa smażą się w piekle. Były tysiące planet, tysiące par takich jak ta którą wymieniłem i żadna z nich nie podołała wyzwaniu. Biliardy ludzi płoną żywym ogniem w podziemiach niebios. Szatan ma teraz większą władzę i tylko dzięki Tobie i Jenn dam radę powstrzymać go. Długo dobierałem was by ta misja mogła się rozpocząć. Zsyłam was na planetę. Macie tam wszystko czego wam potrzeba. Pamiętaj o tym, że jeśli zgrzeszysz wszystko pójdzie z dymem. Od Ciebie zależy wieczne życie, wszczechświat... Mam nadzieję, że poradzicie sobie. Teraz oczyszam Cię z tego brudu jakim nasiąkłeś na Ziemi. Żegnaj i do zobaczenia za miliard lat. - wypowiedział teorię która Jerremu totalnie zagmatwała myśli.
- Dobrze, zrobię co w mojej mocy.
Para złapała się za ręce. Otworzyły się bramy niebios. Jerry odwrócił się w stronę wielkiej świątyni.
- Kurwa zapomniałem aparatu!? - krzyknął.
Wszystko zadrżało, pojawił się diabeł który wyssał duszę jego i Jenn. Zagłada Boga stanęła pod znakiem zapytania, a to dlatego, że całe to piekło było proroczym snem Boga.
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany










